Niestabilność globalnej gospodarki

Optymistyczne perspektywy dla polskiej ekonomii

Wywiad z George’em Friedmanem, założycielem firmy konsultingowej Stratfor, doradzającej m.in. Białemu Domowi i Pentagonowi - autorem tak znanych książek jak: Następne 100 lat, Następna dekada i najnowszej: Flashpoints: The Emerging Crisis in Europe.
Lead image, niestabilność globalnej gospodarki

Jak się przedstawia przyszłość polskiej gospodarki w kontekście prognoz politycznych i gospodarczych Stratforu dla Europy i Polski?
W dłuższej perspektywie przyszłość Polski wciąż rysuje się doskonale, jednak na krótszą metę losy Polski są nierozerwalnie związane z losami Europy. Jak dotychczas Europa jeszcze się rozwija, ale rozwój ten maskuje poważną chorobę – bezrobocie, które z mojego punktu widzenia stanowi kluczowy problem trapiący Europę. Wszystkie kraje europejskie poza Niemcami i Austrią wciąż zmagają się z wysokim bezrobociem, które ogranicza popyt, a co za tym idzie, krępuje dalszy rozwój. Poza tym, bezrobocie popchnie państwa członkowskie do ustanawiania praw, które rozsynchronizują Unię i wprowadzą silny element niepewności. Ponieważ Polska działa wewnątrz europejskich ram, na pewno na tym ucierpi. Ma ona przy tym jedną zaletę, którą jest zachowanie silnej tożsamości narodowej i scentralizowany ustrój polityczny, posiadający narzędzia potrzebne, by częściowo zaradzić konsekwencjom problemów makroekonomicznych, narastającej niestabilności społecznej i nieskutecznego modelu rządzenia, przyjętego w Unii.

U podstaw wielu europejskich trudności leży niemiecki eksport. Nie da się stworzyć strefy wolnego handlu wokół państwa będącego eksporterem netto. W Północnoamerykańskiej Strefie Wolnego Handlu Stany Zjednoczone są importerem netto dla swoich partnerów. Niemcy z kolei, choć są czwartą co do wielkości gospodarką świata, eksportują połowę swojego produktu krajowego brutto. Nie tylko utrudnia to rozwój pozostałych państw, ale i zagraża samym Niemcom, którym bardzo trudno będzie przy tej wielkości gospodarki utrzymać na dłuższą metę dotychczasowy poziom eksportu. Stanie się to przyczyną wzrostu bezrobocia i wpędzi Niemcy w błędne koło hamujące wzrost.

Dla Polski będzie to źródłem przejściowych trudności, a jednocześnie szansą na długofalowy sukces. W miarę spadku znaczenia Niemiec w ciągu najbliższej dekady, wzrośnie zdolność Polski do budowania rynku krajowego i penetracji innych rynków. Równolegle z Niemcami na znaczeniu będzie tracić też Rosja, która najwyraźniej nie potrafi zbudować samowystarczalnej gospodarki, wykraczającej poza eksport surowców naturalnych. Polska znajdzie się więc w pozycji umożliwiającej zawieranie regionalnych i dwustronnych porozumień, dzięki którym stanie się jedną z potęg ekonomicznych Europy. Umiejscowienie pomiędzy dwoma podupadającymi mocarstwami (zdaję sobie sprawę, że mało kto uważa Niemcy za podupadające) będzie dla Polski źródłem wielu szans o historycznym znaczeniu.

Jak widzi Pan przyszłą rolę Polski w Europie Środkowo-Wschodniej?
Jestem zdania, że dzisiejsze instytucje w rodzaju Unii Europejskiej i NATO w najbliższych latach przestaną skutecznie funkcjonować. Słabość NATO jest oczywista. Sojusz wojskowy potrzebuje wojska. Tymczasem większość Europy jest zdemilitaryzowana i nie uważa armii za sprawę pierwszej wagi. Już niedługo kraje leżące w regionie, który Piłsudski nazwał Międzymorzem, znajdą się w szczególnie wrażliwym położeniu. Choć w ciągu następnej dekady Rosja popadnie prawdopodobnie w głęboki kryzys, na krótszą metę widmo zagłady wiszące nad jej gospodarką czyni z niej strategicznie niebezpiecznego gracza. Polska tymczasem już od pewnego czasu wzmacnia swoją pozycję wśród państw Międzymorza, między innymi dzięki potężnym wpływom w krajach nadbałtyckich, silnym relacjom z Rumunią i ingerencji w rozwój sytuacji na Ukrainie.

Już dziś można dostrzec w Polsce regionalnego przywódcę i coraz bardziej znaczącego gracza w skali całej Europy. Po części wynika to z jej naturalnego umiejscowienia w regionie, jednak szczególne znaczenie ma tu strategiczna współpraca ze Stanami Zjednoczonymi, zwłaszcza po decyzji Stanów, by zgodnie z powszechnymi przewidywaniami wziąć aktywny udział w stabilizacji regionu. Teraz, kiedy reszta Europy jest pogrążona w chaosie, dwustronne porozumienie ze Stanami pozwala Polsce działać z niezwykłą siłą, wręcz nieproporcjonalną do własnych możliwości.

W ostatnich latach Polska stała się potentatem na rynku transportowym. Błyskawicznie rozwija się też sektor logistyczny – ośrodki logistyczne powstają w całym kraju, głównie w rejonach z najlepszymi połączeniami drogowymi. Jak pan widzi na tym tle przyszłość polskiego sektora transportowo-spedycyjno-logistycznego (TSL)? Czy jego fantastyczny wzrost zawdzięczamy wyłącznie umiejscowieniu na skrzyżowaniu dróg łączących północ z południem i wschód z zachodem?
Lokalizacja to, rzecz jasna, jeden z czynników, ale najważniejsze znaczenie dla działalności logistycznej ma niezawodność. Ta zaś wymaga kultury narodowej, stawiającej silny nacisk na dyscyplinę u ludzi wszystkich klas. W Polsce, rzecz jasna, podobnie jak wszędzie indziej, sytuacja w tej kwestii jest daleka od ideału, ale myślę, że mimo to Polska ma tu pewną przewagę. Polscy kierowcy ciężarówek są godni zaufania, spedytorzy panują nad kosztami i – co jasne – nie można zapominać o strategicznie dogodnej lokalizacji.

Co Pan sądzi o pomyśle wielu krajów „Starej Unii”, by zabezpieczenia społeczne stosowane przez państwa zachodnioeuropejskie – w tym przypadku niemieckie, norweskie i francuskie przepisy dotyczące płacy minimalnej – zaczęły obejmować również pracowników zagranicznych? Czy taka ochrona pracowników może ponownie podzielić Europę na „Starą” – czyli bogatą i „Młodą” – czyli biedniejszą, zupełnie jak mury za czasów komunizmu?
W Europie już są stawiane różne mury i to nie tylko z tego powodu. Kraj czy też federacja to twór, w którym wszyscy mieszkańcy w mniejszym czy większym stopniu dzielą ten sam los. Europa obecnie oddaje się fantazji, że zupełnie odmienne państwa, które dotychczas zaciekle konkurowały i pamiętają wyrządzone sobie nawzajem najróżniejsze przykrości, będą w stanie wspólnie działać. Jest to pozostałość po okresie pełnym złudzeń, które rozmywają się na naszych oczach. Niesamowicie ważne jest, by pamiętać, że w miarę pogłębiania się trudności ekonomicznych – oraz aktualnych problemów społecznych, związanych z migracją – każde państwo niejako z przymusu coraz bardziej skupia się na własnych potrzebach. Europa nie ma tradycji dzielenia się obciążeniami, a europejscy politycy są wybierani przez swoje własne kraje. Nie będą więc działać na szkodę interesu narodowego. W rezultacie widzimy dramatyczny wzrost reakcji obronnych – nie tylko w celu zaradzenia aktualnym problemom, ale i przyszłym, często tylko przewidywanym. W takich warunkach naturalnym staje się rozwój ruchów nacjonalistycznych. Na krótszą metę sprawia to też, że biedniejsze Południe robi się jeszcze biedniejsze. Europa Środkowa wiele z kolei zyskuje na tym, że nie należy do strefy euro i nie ucierpi na skutek niektórych z bardziej drastycznych reakcji. Jednak mimo tego, że w przyszłości Polska dobrze na tym wyjdzie, aktualnie protekcjonizm niektórych państw z północnej części Unii daje się jej we znaki.

Jaki wpływ na światową gospodarkę będzie miał kryzys finansowy Chin? Obecnie większość światowej produkcji zlokalizowana jest w Chinach, skąd musi być transportowana w kontenerach za pośrednictwem sieci terminali portowych i ośrodków logistycznych.
Chiny były jednym z państw, które dokonały błyskawicznego rozwoju na bazie niskich kosztów pracy. Przed nimi takim krajem była Japonia, a wcześniej, u schyłku dziewiętnastego wieku, Stany Zjednoczone. Jest to normalny proces. Obecnie rolę Chin zaczynają przejmować kraje południowo-wschodniej Azji, wschodniej Afryki i Ameryki Łacińskiej. Problemem światowej gospodarki nie jest zmiana charakteru chińskiej gospodarki, lecz jedynie to, że Europa w tym samym czasie przechodzi kryzys egzystencjalny. Jest to dla mnie zapowiedź dłuższego okresu globalnych trudności gospodarczych. Chiny utrzymają swoje duże znaczenie ekonomiczne, ale nie będą się już tak dynamicznie rozwijały. Europa zaś musi podjąć decyzję, jak ma wyglądać jej system gospodarczy. To zasadniczy problem – dwa kontynenty zostały jednocześnie dotknięte kryzysem. Z pewnością odbije się to negatywnie na polskiej branży TSL, ale stanowi też okazję, by położyć fundamenty pod przyszłą odbudowę. Europa zmaga się obecnie z potężnymi problemami, co podsyca trudności Chin. Najważniejszym elementem układanki jest to, czy Stanom Zjednoczonym uda się uniknąć wciągnięcia w ten proces. Jeśli recesja obejmie również USA, wtedy cały system obiegu towarów zacznie działać wolniej, na czym najprawdopodobniej najbardziej ucierpi właśnie branża logistyczna.

Polska bardzo zyskuje na pozycji „mostu” pomiędzy regionami silnymi ekonomicznie, jakimi do niedawna była Unia Europejska i Rosja. Teraz jednak pojawiły się problemy w postaci rosyjskiego kryzysu i trudności w strefie euro. Co Pan przewiduje w tej kwestii? Czy obecne problemy mogą stać się barierą na drodze rozwoju polskiej gospodarki?
Wpływy polityczne Rosji osłabną, ale – paradoksalnie – fragmentacja ograniczająca wpływ Moskwy może ułatwić rozwój gospodarki Rosji i państw ościennych. Jeśli zaś chodzi o pogorszenie się sytuacji Niemiec pod wpływem problemów gospodarczych i demograficznych, może to otworzyć rynek dla szybszego wzrostu państw z peryferii Europy. Oczywiście, jest to prognoza długoterminowa, na wiele lat wprzód. W najbliższej przyszłości nie uda się uniknąć problemów i nie będą one wyłącznie natury politycznej. Rosji będzie niezwykle trudno utrzymać tempo importu przy cenie ropy na poziomie czterdziestu kilku dolarów. Z drugiej strony, w przypadku Turcji i niektórych krajów na południe od Polski, na przykład Rumunii, jestem przekonany, że staną na nogi i zaczną się konsekwentnie rozwijać. Proponowałbym więc, żeby w miarę postępującej stagnacji na osi wschód-zachód, Polska szukała nowych możliwości handlowych na południu.

Jaki wpływ na gospodarkę Europy będzie miała umowa TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji), która niedługo wejdzie w życie?
Nawet jeśli TTIP i inne tego rodzaju porozumienia zostaną zawarte i przegłosowane przez parlamenty krajowe, ich wdrożenie w erze zwiększonej dbałości o dobro narodowe będzie bardzo trudne zarówno od strony gospodarczej, jak i politycznej. Kraje takie jak Francja, które już nie radzą sobie z konkurencją ze strony pozostałych krajów Unii, będą bardzo niechętne otwarciu się na wolny handel z jeszcze większą liczbą państw. Ze względu na krótkoterminowe, negatywne skutki, koncepcja uwolnienia handlu napotyka dziś na poważne bariery polityczne. Jak wiadomo, w wielu państwach zgoda na otwarcie granic nie oznacza wcale, że rzeczywiście zostaną one otwarte. Ostatnim etapem wszelkich porozumień jest wdrożenie ich w życie, a nie jestem przekonany, czy w obecnym klimacie wszystkie państwa Unii będą chętne wywiązać się z tego, do czego się zobowiążą.

Dziękuję za rozmowę.

Marek Loos