Zarządzanie

Świat stał się miejscem bez granic

23 marca 2020

Sukces ukrwiony jest różnorodnością.

Pod wieloma względami Polska bardzo przypomina Indonezję. Jesteśmy motorem rozwoju dla całego regionu. Polska stymuluje wzrost potęgi przemysłowej Europy. Ponadto zarówno Polska, jak i Indonezja są silnie osadzone w sektorze rolnym oraz w tzw. kreatywnej gospodarce. Podobnie jak wy, interesujemy się także produkcją jedzenia i napojów – mówi ambasador Republiki Indonezji w Polsce, jej ekscelencja Siti Nugraha Mauludiah, z którą rozmawia Przemysław Ozga.


Przemysław Ozga: Czego polscy menedżerowie i decydenci mogą się nauczyć z indonezyjskiej kultury zarządzania oraz od indonezyjskich menedżerów, aby stać się lepszymi przywódcami i ludźmi?

Jej ekscelencja, ambasador Republiki Indonezji w Polsce Siti Nugraha Mauludiah: Jesteśmy naprawdę zróżnicowanym krajem. Indonezja obejmuje aż siedemnaście tysięcy wysp, na których rozsianych jest sześćset grup etnicznych, każda z odrębnym językiem czy bardzo charakterystyczną, różniącą się na wielu płaszczyznach kulturą. Każdy więc uczy się dostosowania do tej różnorodności kulturowej. Nie możemy po prostu myśleć o tej jednej, w której żyjemy, i aby odnosić sukcesy, musimy wdrażać to, czego nauczyliśmy się od innych kultur. Nasi menedżerowie i liderzy stoją w obliczu wielokulturowego środowiska w swoich miejscach pracy, gdzie niezbędne jest posiadanie głębokiej empatii. Oczywiście wizualnie wyglądamy nieco inaczej i, co ciekawe, różnimy się nieco w zależności od obszaru. Jedna osoba ma jasną cerę, a druga ciemniejszą, podobnie jak w Europie, i bez wrażliwości na tę różnorodność nie odniesie się sukcesu w Indonezji. Myślę zatem, że osoby z zewnątrz mogą się nauczyć i doświadczyć, że świat stał się miejscem bez granic. W tej globalnej wiosce, w której wszyscy żyjemy, indonezyjskie doświadczenia mogą stanowić cenną lekcję o tym, jak być wrażliwym na inne kultury. Po drugie, wierzę, że cztery współpracujące ze sobą osoby ukształtowane przez różne doświadczenia kulturowe stanowią znacznie bardziej dynamiczny zespół niż ludzie pochodzący wyłącznie z jednej kultury, także pod względem podejmowania wyzwań czy pod kątem znajdowania kompromisów. W Indonezji mamy w słowniku utarte określenie, którym nazywamy wspólne omawianie problemów oraz późniejszą decyzję o ich rozwiązaniu. Na pozór wydaje się, że jest to długa procedura, ale na końcu, gdy uda się wypracować porozumienie, ludzie mają poczucie, że są jego częścią, że je wspólnie stworzyli. Stanowią oni zatem aktywną część procesu decyzyjnego, w rezultacie czego są bardziej oddani, ciężej pracują. Myślę, że te rzeczy mogą nie być chlebem powszednim, ale na pewno stanowią kolejną dobrą lekcję i kolejne wyzwanie. Obecnie panuje tendencja na małe organizacje o równomiernej dystrybucji władzy wewnątrz. Myślę, że ten „płaski” typ organizacji jest znacznie lepszy np. pod względem elastyczności. W ten właśnie sposób pracujemy w Indonezji. I to jest odpowiedź na potrzeby i jednocześnie swoiste wyzwania, przed którymi obecnie stoimy.


Sektory produkcji i logistyki w Polsce zmagają się z niskim bezrobociem. W niektórych regionach oscyluje ono w okolicach jednego procentu. Czy indonezyjscy pracownicy i eksperci są zainteresowani przyjazdem do Polski? Jeśli tak, proszę wskazać bariery, które powinniśmy przełamać, aby te zainteresowanie rosło.

Indonezyjscy pracownicy są bardzo chętni do pracy w Polsce. Dlaczego? Ponieważ wynagrodzenia są tu lepsze niż w Azji. Niektórzy z nich szukają również lepszego doświadczenia zawodowego. Praca za granicą w różnych kulturach rozwija zawodowo, poszerza horyzonty. W połowie października byłam w Dżakarcie na indonezyjskim Trade Expo, gdzie uczestniczyłam w spotkaniu biznesowym poświęconym problematyce zatrudnienia. Mieliśmy osiem firm z Polski, które rzeczywiście szukają pracowników z rynku azjatyckiego, szczególnie dla przemysłu wytwórczego. Dowiedziałam się również, że Polska jest potęgą przemysłową Europy, ponieważ około 30 proc. wszystkich produktów wytwarzanych w Europie pochodzi z Polski. W Indonezji jest wiele firm pośredniczących na rynkach pracy, wysyłających pracowników za granicę. Korzystają w ten sposób z nadarzających się okazji. Widzimy tutaj naprawdę duży wzrost.

Stoimy jednak przed kilkoma problemami i wyzwaniami. W sytuacji, gdy na rynku pracy istnieje duże zapotrzebowanie, pojawiają się ludzie, którzy nielegalnie to wykorzystują. Niestety, w wielu wypadkach sprowadza się to do problemu nielegalnego przemytu ludzi. Na całe szczęście nie dotyczy to Polski, co nie zmienia faktu, że niektórym pracownikom, którzy do niej przybyli, podano przed przyjazdem fałszywe informacje. Należy więc stworzyć podstawy, by umożliwić bliższą współpracę między indonezyjskim pośrednikiem a pośrednikiem w Polsce, aby możliwe było szczegółowe wyjaśnienie wszystkich obowiązujących warunków umowy czy kwestii poświęconych adaptacji i akceptacji obu spotykających się ze sobą kultur. Na przykład większość pracujących w Polsce Indonezyjczyków to muzułmanie. Niektórzy, ze względu na swoją religię, muszą przerwać pracę w określonych porach. Również w samej Indonezji czeka nas dużo pracy i starań, żeby zminimalizować ryzyko pojawienia się ludzi, którzy nielegalnie wykorzystują pracowników i ich niewiedzę, starając się na tym zarobić. Kolejna kwestia dotyczy samego procesu wydawania pozwoleń na pobyt tymczasowy, uzyskiwanych przed planowanym przyjazdem, który trwa coraz dłużej. Do pewnego momentu polska ambasada w Indonezji świetnie radziła sobie z rosnącym zainteresowaniem, co skutkowało wzrostem liczby wniosków wizowych. Sytuacja uległa zmianie, chociaż wiem, że nie wszystko zależy od ambasady. W pierwszej kolejności wniosek wizowy musi zostać zatwierdzony przez władze w Polsce – w regionie, w którym docelowo pracownicy zamierzają pracować. Jeszcze gorzej prezentuje się sytuacja ludzi pochodzących z Indii, którzy czekają nawet sześć miesięcy, by dostać wizę do Polski. Dlatego wielu Hindusów reprezentowanych przez indyjskich agentów wybiera Indonezję, gdzie proces wizowy zajmuje około dwóch miesięcy. Polska powinna zatem przyjrzeć się raz jeszcze swojej polityce związanej z udzielaniem zezwoleń na pobyt czasowy dla obcokrajowców. Dwa dni temu otrzymałam wiadomość od Indonezyjczyka, który jest ekspertem komputerowym pracującym we Wrocławiu w biurze IBM. Postanowił opuścić Polskę i wrócić do Indonezji, ponieważ jego żona i córka nie mogły uzyskać pozwolenia na pobyt. W ten sposób nie jesteś w stanie zdobyć i zatrzymać w firmie eksperta, który jest cudzoziemcem z tak bogatym doświadczeniem. Uważam, że w kwestii wsparcia dla przyjezdnych pracowników i ich rodzin jest jeszcze bardzo dużo do poprawy. I mam na myśli tutaj pełną różnorodność pracowników zasilających różne sektory gospodarki.


Odsetek pracowników przybywających do Polski z Azji wzrósł do 42 proc. w pierwszych sześciu miesiącach 2019 roku. Widzimy zatem, że te liczby dynamicznie rosną.

Zwłaszcza teraz, gdy do 1 stycznia niemiecki rząd zamierza wydać pozwolenie Ukraińcom na pracę w Niemczech. Pojawia się szansa dla 600 tys. Ukraińców, którzy pracują obecnie w Polsce. Pewna pani z firmy Forever Works powiedziała: „Jesteśmy w rozpaczliwej sytuacji, desperacko potrzebujemy pracowników”.


W Indonezji mieszka 260 milionów osób, co daje krajowi czwarte miejsce na świecie. Jakie usługi i towary, oprócz pracowników, mogą wymieniać Polska i Indonezja w nadchodzących latach?

Pod wieloma względami Polska bardzo przypomina Indonezję. Jesteśmy motorem rozwoju dla całego regionu. Polska stymuluje wzrost potęgi przemysłowej Europy. Ponadto zarówno Polska, jak i Indonezja są silnie osadzone w sektorze rolnym oraz w tzw. kreatywnej gospodarce. Podobnie jak wy, interesujemy się także produkcją jedzenia i napojów. Co więcej, produkujecie również dobre produkty mleczne i produkty mięsne, z kolei my jednocześnie jesteśmy bardzo bogaci w produkty podzwrotnikowe i tropikalne. Ale jeśli chodzi o komplementarność, również się uzupełniamy. Polska jest zdecydowanie bardziej zaawansowana technologicznie. Wdrażacie znacznie więcej rozwiązań IT. Indonezja jest z kolei bogata w zasoby naturalne, więc możemy wydobywać i produkować takie surowce jak srebro, stal, olej palmowy itd. Jest także kwestia edukacji, moglibyśmy wymieniać ekspertów między Indonezją a Polską, ponieważ jednym z priorytetów obecnej indonezyjskiej administracji jest zwiększenie rozwoju zasobów ludzkich. Polska mogłaby podzielić się swoimi doświadczeniami w edukacji młodego pokolenia, by stawało się ono bardziej konkurencyjne na rynku globalnym. Na przykład jak znaleźć związek między edukacją a przemysłem? My wciąż jesteśmy w trakcie intensywnej nauki i zbierania doświadczeń.


Czy na indonezyjskim rynku jest miejsce dla polskich mebli, mody lub kosmetyków? Czy są jakieś bariery, które powinniśmy wziąć pod uwagę, inwestując w Indonezji?

Tak, zdecydowanie jest miejsce. W Indonezji w warunkach silnego rozwoju gospodarczego intensywnie wzrasta klasa średnia, stanowiąc już 20 proc. populacji.


Czyli obecnie sięga już 50 milionów?

Tak, to więcej niż ludność Polski. Wielu z tych ludzi to bogaci obywatele, którzy po prostu chcą wydawać pieniądze na coś bardziej wyrafinowanego i ekskluzywnego. To właściwie bardzo indonezyjska rzecz. Kiedy sprzedajesz produkty wysokiej klasy, możesz być pewny, że będzie na to duży popyt. W rezultacie sprzedajesz więcej. Ostatnim razem, gdy byłam w Dżakarcie, poszłam na koncert. Zauważyłam, że koncerty z największą frekwencją, mają jednocześnie najdroższe miejsca. Podświadomie jako Indonezyjczycy chcemy kupować rzeczy drogie, najdroższe. Nie chcemy kupować tańszego koncertu, nawet jeśli możemy mieć najlepsze miejsce na sali. To bardzo zabawne. Mam przyjaciółkę, której mąż zajmuje się branżą e-commerce i sprowadza produkty elektroniczne do Indonezji m.in. z Chin. Posiada trzy sklepy na różnych platformach i domenach, w których sprzedaje identyczne produkty, ale w trzech różnych cenach. I co ciekawe… sprzedaje najwięcej za najwyższe ceny. Indonezyjczycy uważają bowiem, że wyższa cena oznacza lepszą jakość, zwłaszcza jeśli jest to produkt z Chin. Myślę więc, że w podobny sposób kupowaliby meble z Europy czy Polski. Z kolei w branży modowej można dostrzec znane wielu kobietom podejście, że nie możesz mieć wystarczającej liczby ubrań. Pamiętajmy, że Indonezja to w większości populacja muzułmańska, choć nie jesteśmy krajem muzułmańskim. Kobiety nie są zobligowane do zasłaniania twarzy, jak choćby w Malezji. Liczba indonezyjskich kobiet noszących chusty rośnie, ale różni się to od krajów arabskich, w których kobiety noszą proste nakrycie zwane abaya (abāyah), a pod nim produkty od takich domów mody jak Gucci czy Chanel. Gdy znajdą się w pokoju z innymi kobietami, natychmiast ją zdejmują i wyglądają zupełnie jak kobiety z Nowego Jorku lub Mediolanu. Ich kultura, trzeba zaznaczyć, jest zupełnie różna od indonezyjskiej. Kiedy chcesz bowiem „wejść” do branży mody damskiej, musisz być świadomy, jak wielki jest to przemysł. Kobiety wydają tutaj dużo pieniędzy na ubrania, a sam produkt musi być bardzo zindywidualizowany i dostosowany do panujących norm kulturowych. Kiedy mówimy o rynku kosmetycznym, spójrzmy na markę Inglot, która ma nawet specjalny system nazw produktów spersonalizowanych dla rynku azjatyckiego. Mimo że sprzedają tylko lakiery do paznokci, i to pod własną marką, mają bardzo stabilną pozycję na rynku w Indonezji.


Zatrzymajmy się przy wspomnianym rynku e-commerce, który jest w Indonezji bardzo duży i gwałtownie wzrósł w ostatnich latach. Co jest przyczyną tej tendencji? Jaką rolę może mieć do odegrania w tym populacja ludzi młodych?

Przede wszystkim mamy teraz w Indonezji znacznie lepszą sytuację ekonomiczną. Jak wspomniałam wcześniej, obecnie wiele osób się bogaci. Stworzona została również infrastruktura dla gospodarki, technologii informacyjnej (IT), informacji, komunikacji, technologii. Obecnie zaczyna się mówić o sieci 5G, dla której zaczynamy budować infrastrukturę. W rzeczywistości używamy już technologii 4.5G, np. w naszych azjatyckich grach. Co więcej, licznik internautów w Indonezji osiągnął już 100 milionów użytkowników, a około 90 proc. z nich zaangażowanych jest w e-commerce. W Indonezji mamy obecnie dwa jednorożce [unicorn – młoda, innowacyjna firma, której wartość przekracza miliard dolarów]: Bukalapak i Tokopedia. Oba to sklepy działające w sektorze e-commerce. Mamy jeszcze kilka innych ciekawych start-upów, np. Traveloka lub GO-JEK. Co ciekawe, właściciel jednej z firm zajmujących się e-commerce został ostatnio ministrem edukacji, a ma dopiero czterdzieści lat. Kiedy po raz pierwszy wygłosił oficjalne przemówienie, wymienił w nim języki, którymi młode pokolenie musi sprawnie się posługiwać. Pierwszy wskazał jeden z języków obcych, np. język angielski, drugi – jeden z języków programowania. Powiedział, że wszystko jest teraz oparte na danych. Jeśli znasz język kodu, możesz po prostu zrobić więcej. Wróćmy do zakupów w sieci. Co prawda w Indonezji nie zawsze jest tak łatwo z płatnościami online, jak w Chinach, ale kiedy tam byłam ostatnim razem, bez przeszkód używałam swojego telefonu komórkowego do robienia zakupów. To naprawdę wielka sprawa. Nawet jeśli porównasz polski i indonezyjski rynek e-commerce, ten azjatycki jest bardziej zaawansowany. Rzućmy okiem na firmę GO-JEK, która została zainspirowana przez powszechną w Azji usługę taksówek motocyklowych, z których korzystasz, gdy chcesz gdzieś dojechać, ale ze względu na korki lepiej jest użyć jednośladu niż samochodu. Płacimy zatem kierowcy takiego motocykla, jedziemy z nimi, a on zabiera nas tam, dokąd musimy się dostać. Firma GO-JEK rozwinęła tę usługę na całkowicie nowy poziom. Przede wszystkim wykorzystali tradycyjne taksówki motocyklowe, zwane w Indonezji ojek, jako kurierów. Na przykład możesz za pomocą tej aplikacji zamówić masażystę, który do ciebie przyjedzie. Jeśli chcesz posprzątać dom, możesz bez problemu zamówić tę usługę. I jest też wiele innych, takich jak GO-SHOP – stworzona, by robić zakupy, czy GO-GLAM, jeśli potrzebujesz fryzjera lub kosmetyczki. Po prostu korzystasz z tej aplikacji, a usługodawcy pojawią się w twoim domu. To wszystko jest na twoim telefonie komórkowym. Startup GO-JEK to jeden z przykładów ogromnego sukcesu w biznesie e-commerce.

Wierzę również, że w Indonezji można znaleźć dobrych ekspertów w dziedzinie technologii finansowej FINTEC. Jak wspomniałam wcześniej, coraz łatwiej płaci się za pomocą urządzeń mobilnych. W tej dziedzinie istnieje znaczna różnica między rynkiem indonezyjskim a chińskim. Polega ona na monopolu. W Chinach są tylko dwa bardzo duże i powszechne systemy płatności FINTEC. W Indonezji mamy ich całe mnóstwo. Myślę więc, że sytuacja większej konkurencyjności jest znacznie zdrowsza dla rynku. Można tam zobaczyć wiele reklam. Również tutaj, w Polsce, macie bardzo zróżnicowane i innowacyjne rozwiązania dla sektora finansowego. Można tu wymienić np. payback. Ten rodzaj konkurencji jest dobry dla rynku, a szczególnie dla konsumenta.


Na jakie wsparcie mogą liczyć polskie firmy, jeśli już zdecydują się zainwestować w Indonezji i np. założyć fabrykę na wyspie Java?

Obecny rząd obrał wspólną politykę pomagającą zagranicznym firmom w łatwiejszym zakładaniu działalności w Indonezji. Istnieje również cały program zwolnień podatkowych czy ulg celnych na towary importowane. Jeśli jako przedsiębiorca zdecydujesz się zainwestować w jeden z sektorów przemysłu wymagających dużego nakładu pracy czy program handlowy, możesz skorzystać ze znacznie większej liczby rządowych inicjatyw.

Krótko mówiąc, w planach jest wiele inwestycji. Stanie się tak, ponieważ rząd skupia się na rozwoju zasobów ludzkich. Dlatego te trzy wymienione wcześniej sektory objęte są największą liczbą inicjatyw.


W Indonezji jest ponad 17 tysięcy wysp, co wydaje się dużym wyzwaniem dla firm logistycznych i indonezyjskich łańcuchów dostaw. Jak wygląda kwestia łańcuchów dostaw lub usług logistycznych i transportu intermodalnego w kraju?

W sytuacji, gdy mamy 17 tysięcy wysp, łańcuchy dostaw i usługi logistyczne są bardzo trudne. Obecna administracja zbudowała w ciągu zaledwie ostatnich pięciu lat pięćdziesiąt nowych portów morskich, dwadzieścia lotnisk i ponad tysiąc kilometrów autostrad. Zanim to się stało, rozwój infrastruktury był przez długi czas mocno zaniedbywany. Przed pojawieniem się nowej administracji mieliśmy mniej linii kolejowych niż wtedy, gdy byliśmy pod kontrolą holenderską w XIX i XX wieku. Mniej więcej 51 proc. łańcucha dostaw i usług logistycznych obejmuje transport lądowy, 38 proc. – drogę powietrzną, a transport wodny – około 10 proc. Panujący rząd naprawdę starał się opracować nowe przepisy, aby usprawnić łańcuch dostaw i logistykę. Zmieniają infrastrukturę oraz technologie informacyjne i komunikacyjne (ICT), dlatego opracował plan rozwoju krajowego systemu logistycznego. Budują również suchy port w regionalnym centrum dystrybucji. Trwa ponadto program mający na celu połączenie wszystkich obszarów przybrzeżnych i zapewnienie sprawnej logistyki na całym tym terenie. Jako Indonezja mamy pięć dużych wysp. Najbardziej rozwinięta jest oczywiście Java, ale rozwój infrastruktury następuje również w innych ośrodkach. Na przykład wprowadzono system kolei i autostrad na Sumatrze, Kalimantanie i Sulawesi. Możesz nawet wsiąść do pociągu w północnej części Sulawesi i bezproblemowo dojechać do południowej części wyspy.

Kiedy mówimy o transporcie intermodalnym, jest to zagadnienie zdecydowanie mniej satysfakcjonujące. Nie z powodu braku infrastruktury. Obecnie rząd stara się zapewnić wszystkie możliwe środki, aby droga przebiegająca od portu morskiego przez drogowy i kolejowy była jak najbardziej efektywna. Oczywiście wyniki nie są jeszcze zadowalające, ale jest coraz lepiej i mam ogromną nadzieję, że w momencie zakończenia inwestycji, gdy będziemy mieli oddane do użytku wszystkie porty morskie i autostrady, będą one ze sobą dobrze połączone.


W Polsce jesteśmy obecnie świadkami dużej transformacji w kierunku czwartej rewolucji przemysłowej. Jako czasopismo staramy się pokazać, jak dokonać cyfrowej transformacji i automatyzacji w zakładach produkcyjnych. Czy indonezyjskie firmy inwestują w najnowocześniejsze technologie?

Tak, oczywiście. Największe firmy stosują najnowocześniejsze technologie. Niektóre z nich używają np. blockchain. FINTEC i niektóre inne duże branże wykorzystują technologię FinBlockchain. W Indonezji istnieje nawet Stowarzyszenie Blockchain, ponieważ technologia bardzo szybko się rozwija. Zapotrzebowanie rośnie, więc rosną również dostawy. Niektóre zarządy zachodnich firm miały wiele obaw, gdy kierownictwo zaczynało korzystać z najnowocześniejszych technologii, np. z biotechnologii. Swoją drogą – przecież firmy biotechnologiczne stosują również najnowocześniejsze technologie. Jeszcze raz rzućmy okiem na GO-JEK, który aby promować swoje produkty, sięga po rozszerzoną rzeczywistość i sztuczną inteligencję.


Czy w Polsce są jakieś indonezyjskie firmy?

Nie, niestety, nie.


Co możemy zrobić w tej sprawie?

Mamy kilku przedstawicieli w Polsce, ale nie są to firmy per se. Uważam, że musimy podjąć działania w tej kwestii.


W Indonezji działają świetne firmy modowe. Widziałem kilka zdjęć z tygodnia mody. Dla mnie byłoby naprawdę miło, gdybym mógł nosić niektóre z tych ubrań.

Naprawdę miło to słyszeć! Może zatem pojawi się niebawem więcej produktów indonezyjskich, takich jak napoje, ciasteczka i indonezyjski makaron w wersji instant. Nie zmienia to faktu, że oczywiście musimy mieć więcej produktów z Indonezji w Polsce. Współpracujemy głównie w zakresie handlu zasobami naturalnymi i mamy nadwyżki. Istnieje jednak potrzeba wprowadzenia produktów dla klientów.


Może indonezyjska kawa kopi luwak? A może Amadi Hotel Group lub restauracje?

Tak, wierzę, że jest ogromna szansa rynkowa dla naszej specjalnej kawy kopi luwak. Na razie możesz ją zdobyć w Europie Zachodniej. Jest nawet dostępna w Niemczech i Holandii.


Moje ostatnie pytanie dotyczy obecnego napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Czy trwająca wojna handlowa ma wpływ na indonezyjski sektor produkcji lub indonezyjską gospodarkę? Czy są nowe inwestycje w Indonezji lub firmy, które z powodu nowych układów międzynarodowych musiały opuścić Chiny?

Kto nie odczuwa wpływu tego konfliktu? Oczywiście, że wszyscy! Głównym partnerem handlowym Indonezji są Chiny, a także w pewnym stopniu Stany Zjednoczone. Oczywiste jest, że wojna handlowa ma na nas wpływ, ale nie bezpośredni i niezbyt duży. Głównie dlatego, że nasz rozwój i wzrost gospodarczy napędzany jest przez konsumpcję krajową. Sami jesteśmy dla siebie dużym rynkiem. Jak jednak powiedziałam, odczuwamy wpływ tej wojny i dlatego nasz rząd rozszerza działania na rynki inne niż chiński. Mowa tutaj głównie o Europie Wschodniej czy krajach afrykańskich. Niemniej jednak głównie staramy się jak najlepiej inwestować w konsumpcję krajową. Jeśli chodzi o nowe inwestycje w Indonezji lub firmy, które musiały opuścić Chiny, mamy duże zainteresowanie w tej kwestii i rzeczywiście konkurujemy z Malezją, Wietnamem i Tajlandią. Obecnie Wietnam zagarnął lwią część tego rynku. Myślę, że kluczowe znaczenie odgrywa tutaj odległość, ich przewagą jest położenie geograficzne. Ponadto Chińczycy i Wietnamczycy są sobie kulturowo znacznie bliżsi. W Indonezji mamy jednakże nowe inwestycje. Są to zarówno te, które opuściły Chiny, jak i inwestycje z Chin, które zostały zmuszone do opuszczenia Stanów Zjednoczonych. Musimy pamiętać, że wojna handlowa właśnie się rozpoczęła, więc firmy dopiero zaczęły szukać nowych rozwiązań, a część z nich jeszcze nie podjęła ostatecznych decyzji.


Dziękuję za cenny czas i rozmowę.


Artykuł ukazał się w nr 6(24) grudzień-styczeń 2019/2020 czasopisma „Production Manager”.