Zarządzanie

Eksport daje poczucie bezpieczeństwa

2 września 2019

Eksport daje poczucie bezpieczeństwa

Dlaczego walka o rynek wymaga odwagi i popełniania błędów?

 

Pięćset pięćdziesiąt robotów na 10 tysięcy pracowników – taki wynik, znacznie przewyższający nawet niemieckie statystyki, osiągnął małopolski PROTECH. O tym, jak stosunkowo mało znana w Polsce firma podbiła zagraniczne rynki, o inwestycjach w technologie i ich rezultatach opowiada Grzegorz Krupnik, prezes zarządu PROTECH.

Miejscowość Zator kojarzy się obecnie głównie z parkiem rozrywki. Niewiele osób wie, że nieopodal mieści się jedna z najbardziej zaawansowanych technologicznie – i to nie tylko w tym regionie – firm. Co sprawia, że jesteście relatywnie mało rozpoznawalni na rodzimym rynku?

Grzegorz Krupnik: Zdecydowana większość naszej produkcji jest eksportowana. Nasze wyroby trafiają bezpośrednio do Austrii, Czech, Słowacji, Niemiec, a także na Litwę i Ukrainę. Przez swoich partnerów docieramy również do klientów we Francji i w Wielkiej Brytanii. Rynki zagraniczne postrzegamy jako bardziej perspektywiczne i bezpieczniejsze, patrząc pod kątem strategicznych celów, jakie sobie postawiliśmy. Jeśli chodzi o Polskę, to w branży kotłów grzewczych, która stanowi połowę naszej sprzedaży, sporo się zmienia. Choć rodzimy rynek ewoluuje i staje się coraz atrakcyjniejszy ze względu na regulacje, to mimo wszystko wciąż obarczony jest pewnym ryzykiem, którego możemy uniknąć, będąc na rynkach zachodnich.

Mówiąc PROTECH, na myśl przychodzą kotły grzewcze, ale to przecież nie jedyny zakres działalności firmy?

GK: To, co przyniosło nam międzynarodową rozpoznawalność i wciąż stanowi rdzeń naszej produkcji, to rzeczywiście kotły grzewcze. Wyroby te od początku funkcjonowania naszego przedsiębiorstwa były główną grupą produktową. W pierwszych latach działalności ich udział był znaczny, ale dzisiaj jest inaczej. Był to przemyślany, naturalny, ale i stopniowy proces. Pozostałe składowe naszej produkcji są bardziej zróżnicowane. Zaangażowaliśmy się w branżę motoryzacyjną, wentylacyjną oraz budowlaną i oświetleniową. Dodatkowo dostarczamy elementy dla producentów maszyn przemysłowych i w najbliższym czasie sami zaczniemy produkcję pod własną marką. Dziś, mówiąc o firmie PROTECH, powinno się nas postrzegać jako przedsiębiorstwo zajmujące się szeroko rozumianą obróbką stali i blach. Mamy odpowiednio rozbudowany park maszynowy, oferujemy kompleksową obsługę. Możemy przeprowadzić pełny proces produkcyjny, począwszy od cięcia i gięcia blach i profili, przez spawanie, na lakierowaniu i montażu finalnym kończąc.

Firma dużą wagę przywiązuje do technologii. Z jakiego powodu?

GK: Rosnąc oraz doskonaląc procesy wewnętrzne i zewnętrzne, stopniowo inwestowaliśmy w nowe technologie. Pomogły nam one wprowadzić pewne procedury i organizację w zakładzie. Jako firma inwestująca sporo w park maszynowy i szkolenia widzimy także, że wydatek poniesiony na maszynę czy – mówiąc szerzej – technologię w jednym dziale powoduje reorganizację w tej części przedsiębiorstwa, wpływając na pozostałe działy. Firma jest jak jeden wielki organizm, więc poszczególne jej elementy oddziałują na siebie, tworząc zdrowy i silny układ. Technologia sprawia, że ten organizm pracuje wydajniej.

Jak wyglądała zatem cyfryzacja firmy PROTECH?

GK: W naszym wypadku zmiany były przeprowadzane etapami. Na początku chcieliśmy wyeliminować papierową dokumentację z zakładu. Dziś wydaje się to niebywałe, ale jeszcze kilkanaście lat temu powszechne było drukowanie kartek z zamówieniami, które później trafiały do konkretnego działu. Zdecydowaliśmy się wprowadzić elektroniczny obieg dokumentów, pojawiły się pierwsze monitory, proste aplikacje, które nam to umożliwiały. Wraz z rozwojem firmy digitalizowaliśmy kolejne obszary, aż doszliśmy do wniosku, że czas na duże wdrożenie. Wprowadzenie do naszej struktury systemu ERP miało na celu scentralizowanie danych, które były rozproszone po wielu różnych aplikacjach, żebyśmy mogli osiągnąć efekt synergii, gromadząc w jednym środowisku całość informacji. Dziś korzystamy z rozwiązania BPSC i jesteśmy zadowoleni z możliwości, jakie daje nam Impuls.

PROTECH jest jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie zakładów produkcyjnych. Co jest tego zasługą?

GK: Zgodnie z danymi ostatniego dostępnego raportu Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) z 2017 r. w Polsce na 10 tysięcy pracowników przypada 36 robotów. W Czechach czy na Słowacji te wskaźniki przekraczają 100 sztuk, w Niemczech jest ich około 350. W naszej firmie statystyki dotyczące nasycenia robotami przemysłowymi wynoszą 550 jednostek. To pokazuje, jak bardzo poszliśmy w stronę innowacyjności i zaawansowania technologicznego procesu produkcji. W ciągu ostatniego roku robotyzacja mocno przyspieszyła. Dostrzegamy w niej sens, bo widoczne są jej efekty. Nasza ostatnia inwestycja w robota z funkcją spawania hybrydowego, łączącego dwie technologie – spawania laserowego z metodą MAG – pozwoliła nam pięciokrotnie przyspieszyć procesy spawalnicze. Jesteśmy trzecią firmą w Polsce, która wdrożyła tę metodę.

Czy – w Pana opinii – klienci podczas wyboru dostawcy kierują się jedynie ceną, czy ważne są dla nich również inne kwestie?

GK: W naszych rozmowach z klientami cena nigdy nie była na pierwszym miejscu. Istotne są inne sprawy. Skupiamy się na tym, co jako firma produkcyjna możemy zaoferować – czyli szybkość reakcji na zlecenie czy sprawną logistykę. Kluczowa jest też umiejętność rozwiązywania problemów, które są nieodłącznym elementem procesu produkcyjnego. Nie zapominamy również o jakości obsługi. To są elementy, które pomagają nam budować przewagę, co czyni naszą ofertę konkurencyjną i tak chętnie wybieraną przez klientów.

Obecnie wiele firm produkcyjnych boryka się z rotacją pracowników. Czy odczuwacie problemy związane z zatrudnieniem?

GK: Wielu pracowników PROTECH jest u nas od ponad 15 lat. Średni okres pracy jest bardzo długi. Staramy się, by rotacja była jak najmniejsza. Dlatego wdrożyliśmy rozwiązania, które będą pomagały rozwijać kreatywność wśród pracowników. Nasza załoga pracuje na świetnym i zaawansowanym sprzęcie, ale żeby mogła wykorzystywać jego potencjał, musi go poznać. To wymaga czasu i oczywiście zdarzają się jakieś błędy, ale jednocześnie to właśnie rodzi innowacje, które przynoszą korzyści. Gdy pracownik szuka nowej drogi, zdarza mu się popełnić błąd. Jednak w naszej filozofii i kulturze pracy takie potknięcie nie jest postrzegane jako koszt, a jako edukacja, która pomaga nam wszystkim być coraz lepszymi. Oczywiście ponosimy straty materiałowe, lecz pracownik zyskuje coś bezcennego – wiedzę i doświadczenie, które może wykorzystać w przyszłości. Chcąc mieć najlepszych ludzi, trzeba liczyć się z kosztami. To dla nas oczywiste.

Więcej o Liderach Produkcji na stronie www.LiderzyMadeInPoland.pl.


Artykuł ukazał się w nr 4(22) sierpień-wrzesień 2019 czasopisma „Production Manager”.