Automatyka i robotyka | Zarządzanie

A U D I O B O O K
Kondycja ludzka w erze robotów

Dariusz Użycki 27 sierpnia 2019

A U D I O B O O K

Biologiczne ujęcie technologii

Kondycja ludzka w erze robotów

 

Kompetencje międzyludzkie w erze robotów? Zaproszono mnie do podzielenia się refleksjami na tak postawione pytanie podczas II konferencji Shared Service (in) Centre. Centra usług wspólnych zaczynają być automatyzowane na potęgę, a skrót RPA (Robotic Process Automation) jest bodajże najczęściej pojawiającym się określeniem. Czy przesył i obróbka informacji staną się najważniejsze, a kompetencje międzyludzkie stracą na ważności? Kontekst, gdy rozważa się powyższą kwestię, zaczyna być zresztą znacznie szerszy.

Inny skrót, czyli AI (ang. Artifficial Intelligence) też już zadomowił się w naszej świadomości. Coraz więcej w przestrzeni publicznej zajmują dywagacje, jakie skutki niesie rozwijanie przez nas tego obszaru. Dywagacji w ogromnej części amatorskich i bezproduktywnych, wynikających z niewiedzy, ale tematyka jest jak najbardziej ważna i na czasie. Rozważając kluczowe zagadnienie, postanowiłem nawiązać dialog ze słuchaczami. Bardziej zależało mi na wywołaniu u każdego refleksji i zasugerowaniu kierunków własnych poszukiwań niż na kompletnym wywodzie (czyli tzw. ogólnej teorii wszystkiego). Poniżej przedstawiam listę  kluczowych pytań, które nasunęły mi się w powyższym kontekście. Pytań uzupełnionych o sugestie najbardziej prawdopodobnych odpowiedzi. Rzecz w tym, by bardzo ogólne pytanie sprowadzić do uchwytnych codziennych zachowań. By każdy mógł się z nim zmierzyć na swój osobisty sposób.

1 900 000 vs 150

Zachwycamy się dynamiką rozwoju technologii. Słusznie, jest imponująca. Zderzmy jednak ze sobą dwie liczby. Pierwsza to milion dziewięćset tysięcy. Tyle mniej więcej lat trwał rozwój od homo habilis do człowieka współczesnego. Tyle lat kształtowała się nasza cielesność, umysł i wszystko to, czym zajmuje się antropologia i jej liczne działy.

Druga liczba, to sto pięćdziesiąt. Tyle mniej więcej lat trwa rozwój technologiczny. XIX wiek przyniósł światu rewolucję przemysłową, która z kolei gatunkowi dominującemu (nam), ale w większości po prostu wegetującemu na granicy przetrwania przyniosła eksplozję demograficzną i wzniesienie się ponad wspomnianą wegetację. Ta rewolucja trwa nadal i nic nie wskazuje, by jej geometryczny postęp miał się w najbliższej przyszłości zatrzymać.

A teraz zderzmy te liczby ze sobą. Milion dziewięćset tysięcy i sto pięćdziesiąt. Co by nie mówić o dynamice zmian w tych stu pięćdziesięciu latach, to wyglądają one blado na tle drugiego okresu, stanowiąc zaledwie jego 0,008 proc. Kropka w porównaniu z ogromną płaszczyzną. Tym bardziej, że… ta dynamika zmian dotyczy naszego otoczenia, ale w bardzo małym stopniu nas samych. Wszystkie podstawowe elementy naszego życia i „konstrukcji” są te same. Cokolwiek byśmy nie opowiadali o nakładce kulturowej i technologii, to nasze życie wciąż jest podporządkowane zdobywaniu pożywienia oraz rozmnażaniu. Tyle, że zamiast wałęsać się po okolicy zbierając owoce i polując, chodzimy do pracy. Wciąż stanowi to większą część naszego życia. Model trwania i model istoty biologicznej jest od setek tysięcy lat ten sam. Zmieniły się tylko „zabawki”. Zamiast gałęzi mamy w ręku smartfon. Zdobywamy jedzenie i picie, znajdujemy partnera, mamy dzieci, umieramy. Wystarczy popatrzeć, co dzieje się gdy znika kontrolna rola państwa (Bałkany to nasza cywilizacja…). Jak szybko podstawowe popędy biologiczne (walka o zasoby, wszystkie atrybuty gatunku drapieżnego) biorą górę. Roboty robotami, a my wciąż jesteśmy tą samą istotą działającą wśród podobnych sobie istot. Po tym fundamentalnym i dosyć oczywistym spostrzeżeniu (choć może dla niektórych mało komfortowym) zadajmy sobie kilka bardziej szczegółowych pytań.

Czego żałujemy na łożu śmierci?

Ha! To pytanie było już zadawane wielokrotnie. Było też przedmiotem rozważań (zapisanych) ludzi, którzy z racji zawodu stale towarzyszą umierającym. Wystarczy przytoczyć choćby te pochodzące od Bronnie Ware. Myślisz, że czołowe odpowiedzi dotyczyły tego, że chcielibyśmy więcej pracować, mieć więcej pieniędzy, być sławnym czy zrobić błyskotliwą karierę? Jeśli tak, to jesteś w mniejszości. Odpowiedzi powtarzające się najczęściej mieszczą się w dwóch obszarach:

  • że nie przeżyłem życia na swoich warunkach, wedle swoich marzeń (niespełnienie),
  • że zbyt mało czasu spędziłem z innymi ludźmi, szczególnie rodziną.

Nic dodać, nic ująć. Można zresztą zrobić sobie krótki eksperyment intelektualny. Wyobraź sobie, że to Twój ostatni dzień życia, zaraz umrzesz. Co jako pierwsze przychodzi Ci na myśl? Czego ewentualnie żałujesz? Idę o zakład, że większość z nas pomyśli o czymś związanym z najbliższymi, z ludźmi. Raczej nie z technologią, pracą czy robotami. Inni ludzie będą najprawdopodobniej kluczowym elementem Twoich myśli w tej tak wyjątkowej sytuacji. Nawet jeśli chwycisz w tej chwili za smartfon, to nie dla niego samego. Po to przecież, żeby skontaktować się z kimś szczególnie dla Ciebie ważnym.

Co dla Ciebie oznacza szczęście?

Intencja tego pytania w tym miejscu wcale nie jest filozoficzna. Wręcz przeciwnie. Chcę odwołać się do Twoich pierwszych i natychmiastowych skojarzeń. Co przychodzi Ci na myśl w pierwszych ułamkach sekund, gdy pomyślisz „szczęście”?

Czy jest to bycie w zasięgu wi-fi? Czy jest to pełna bateria w Twoich urządzeniach? Czy jest to możliwość spędzenia czasu w pracy? A może kinie? A jeśli pomyślałeś o kinie, to byłeś tam sam? No właśnie… Najprawdopodobniej u większości z nas w pierwszym przebłysku pojawił się obraz ludzi. Dzieci, partnera, matki, ojca, przyjaciela.

Co czyni Ciebie nieszczęśliwym?

Odwróćmy sytuację. Pomyśl teraz o tym, co czyni Ciebie nieszczęśliwym. Ważne są pierwsze skojarzenia. Te, które pojawiają się „same”, bez późniejszej racjonalizacji. Jednym z najistotniejszych czynników nieszczęśliwego życia jest samotność. Samotność, czyli brak bliskich ludzi w swoim otoczeniu. Brak emocji, akceptacji, oparcia w innych. Drugi czynnik, o którym zapewne równie szybko mogłeś pomyśleć, to coś złego przytrafiającego się Twoim najbliższym.

A na czym polega poddawanie ludzi karze? Umieszczamy ich w więzieniu, czyli poddajemy izolacji od społeczności, od bliskich. A co robimy z tymi, którzy zawinią już będąc w więzieniu? Tam również najwyższą formą kary jest… izolatka.

Co robimy po robocie?

Zdecydowana większość z nas gna do domu, by znaleźć się w gronie najbliższych. Przede wszystkim dbamy o więzy rodzinne. Na następnym miejscu o spotkania z przyjaciółmi. Jak odreagowujemy wynikające z pracy napięcia? Pojedynczych sposobów jest wiele, ale dwa powyższe są długoterminowo najistotniejsze. By nie zwariować, nie skończyć z zawałem serca albo wrzodowym zapaleniem jelit, potrzebujemy ludzi.

Jakie są najpopularniejsze tematy dyskusji?

Przedstawiam proste i celowo bardzo skrótowe zestawienie kilku tematów, które należą do najpopularniejszych które podlanie emocjami gwarantuje najżywszy odzew, mierzony choćby liczbą odsłon i lajków (to akurat aspekt technologicznej platformy, ale jednak wciąż platformy komunikacji człowiek-człowiek). Oto one:

  • korporacje, bo… nieludzkie,
  • szefowie, bo… nieludzcy,
  • rekruterzy, bo… (niespodzianka!) nieludzcy.

Czym się wyraża ta nieludzkość? Zarzutami, że jesteśmy traktowani przedmiotowo, zamiast podmiotowo. Najwyraźniej właśnie tej podmiotowości wciąż potrzebujemy najbardziej.

Jest jeszcze jeden nieśmiertelny temat i… on też jest nierozerwalnie związany z relacjami między ludźmi – przywództwo. Jedną z jego odmian jest obecnie moda na kolory, a szczególnie ten jeden, na literę „t”. Nie jest to przecież dyskusja o schematach struktur firm pod kątem optymalizacji efektywności i osiąganych wyników. Jest to dyskusja, której motywem przewodnim jest zaangażowanie, szczęście i spełnienie ludzi w pracy. I to szczęście niewynikające z osiągania coraz wyższej sprzedaży lub produkcji. Ono ma swoje źródło w poczuciu sensu, akceptacji, otwartych relacji, bezpieczeństwa przynależności do grupy. Wyniki czysto biznesowe mają być tutaj nie celem samym w sobie, a konsekwencją wymienionych wyżej czysto ludzkich czynników.

 Jak się zmieniają relacje rodzinne?

Relacja kobieta-mężczyzna przez tysiące lat była w znacznej mierze transakcyjna. Obie strony dawały sobie coś, czego nie miały, a czego potrzebowały długoterminowo, niemal na całe życie. Mężczyzna zdobywał zasoby, kobieta rodziła i zajmowała się wszystkim dookoła. Niezależnie od czynnika miłości (też przecież biologicznego), było to (i w ogromnej części współczesnego świata wciąż jest) fundamentem relacji dwojga ludzi. Najtrwalszym spoiwem, dzięki któremu trwają razem, nawet jeśli miłości (przypomnę – też celowy wynalazek natury, a nie kultury) nie było albo już przybladła. I to trwają w całkiem udany sposób.

W naszej części cywilizacji zaczynają pojawiać się w tym modelu dwa nowe elementy. Po pierwsze, kobieta uniezależnia się od mężczyzny w obszarze zdobywania zasobów niezbędnych do przetrwania. Powoli, ale jednoznacznie znika podstawowy element wspomnianego wyżej spoiwa transakcyjnego. Po drugie, żyjemy coraz dłużej. Prawdopodobieństwo osiągania wieku stu lat przez dzisiejszą młodą generację przewyższa już 50 proc. To oznacza, że para może spędzić ze sobą o kilkadziesiąt lat więcej, niż ich dziadkowie a spoiwem będzie już „tylko” ich ludzka, partnerska relacja. Czymże zapewnić jej trwałość, jak nie właśnie paletą umiejętności komunikacji i budowania relacji niewynikającej z samej ekonomii i wygody?

Chyba, że do sfery ludzkiej przeniesiemy nawyki wyrobione przez technologię i dobrobyt – nie naprawiamy, wymieniamy na nowe co dwa, trzy lata. Jak smartfon lub samochód w leasingu… Czyli całkowita adaptacja hedonistyczna. Tyle że wiadomo, czym to się kończy. Statystycznie jeszcze większym poczuciem nieszczęścia i zagubienia.

Nie sposób nie uwzględnić też jeszcze jednego czynnika: jest nas po prostu coraz więcej. Przestrzeń wokół nas coraz bardziej wypełnia się ludźmi. Więcej lat będziemy też aktywni zawodowo. To z kolei oznacza więcej zmian miejsc pracy, zespołów, konieczności budowania i odtwarzania relacji. Chcąc nie chcąc jesteśmy wciąż na siebie skazani. I to coraz bardziej.

Czym się kończą wszystkie Gwiezdne Wojny?

Na zakończenie proste spostrzeżenie. Tworzymy masę książek i filmów obracających się w szeroko rozumianym gatunku science-fiction. Ich bohaterami są ludzie przyszłości i fantastyczne technologie. Co jest tak naprawdę istotą ich fabuł? Emocje i zbudowane wokół nich historie. Nasze emocje. Te wynikające ze wspomnianych już miliona dziewięciuset tysięcy lat rozwoju konstrukcji biologicznej. Czym – jakże często – ów książki i filmy się kończą? Walką na miecze (choćby i laserowe) i pięści. Walką, na końcu której zostają pazury i zęby… Jakoś niekoniecznie pasjami oglądamy intelektualne bazujące na faktach i analizie danych statystycznych i prowadzone na chłodno dysputy, prawda? Z kolei literatura i filmy fantasy już niemal w 100 proc. są podporządkowane powyższej regule zębów, pazurów i odniesień do realiów średniowiecza. To nie przypadek. Twórcy głupi nie są. Wiedzą, co do nas trafia i porusza nasze wnętrza.

Tak się kończy całe to gadanie o technologii. Zabawki mamy w ręku inne, ale to wciąż jesteśmy to MY.

Biologia czy technologia

Technologia technologią, a my jesteśmy i pozostajemy tymi samymi biologicznymi istotami. Istotami stadnymi z natury, drapieżnymi, u których emocje i ich przekazywanie są bardzo ważne. Do tego żyjącymi coraz dłużej i mającymi systematycznie coraz więcej czasu niepodporządkowanego staraniom o przetrwanie. Swoje szczęście i spełnienie wciąż mierzymy jakością relacji z innymi ludźmi.

W erze RPA i AI będziemy potrzebować jeszcze lepszych umiejętności miękkich, niż do tej pory. To one zresztą będą dawać przewagę nad tymi, którzy ugrzęzną w fascynacji samą technologią. Czy, na ile i kiedy technologia wkroczy w nasze jestestwo biologiczne, naruszając trwające od setek tysięcy lat status quo, to już zupełnie inna historia. Ale to już nie o ludziach będzie.

A teraz każdy może samodzielnie jeszcze raz przeczytać tytuły wymienionych wyżej zagadnień i odnieść je w ciszy i spokoju do samego siebie.

 

Autor:

Dariusz Użycki – po studiach na Wydziale Mechanicznym (1987) pracowałem przez rok jako inżynier odpowiedzialny za eksploatację techniczną pojazdów. Następnie kontynuowałem pracę naukowo-badawczą na uczelni, uzyskując w 1993 roku tytuł doktora nauk technicznych. Na początku pozaakademickiej kariery pracowałem jako Training Manager w jednej z wiodących firm produkujących sprzęt gospodarstwa domowego (Whirlpool Polska), działając na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. W 2000 roku rozpocząłem pracę w jednej z największych  firm doradztwa personalnego w Europie (Mercuri Urval), początkowo jako konsultant później jako Branch Manager i Country Manager w Polsce z pełną odpowiedzialnością P&L.

W latach 2007-13 byłem Dyrektorem Zarządzającym  Deininger Consulting Sp. z o.o. w Warszawie (Executive Search). Odpowiadałem za teren Europy Środkowo-Wschodniej łącznie z Rosją i tzw. krajami CIS.

Od 2014 roku współpracuję z Pedersen & Partners, jedną z najdynamiczniej rozwijających się globalnych firm Executive Search, ponownie będąc silnie eksponowany międzynarodowo (Head of Industrial Sector CEE&CIS). Równolegle rozwijam praktykę konsultingu osobistego dla menedżerów (Executive Coaching, Leadership Development, Self-reflection, Career-planning, Positioning, Communication), harmonijnie łącząc elementy doradztwa i coachingu.

Poza obszarem Executive Search oraz konsultingu osobistego jestem stałym lektorem organizującym i prowadzącym zajęcia w ramach:

– MBA-SGH (autorski pełny przedmiot, rozwój kariery i przywództwa)

– Canadian Executive MBA, SGH (autorski pełny przedmiot, w języku angielskim)

– szeregu konferencji tematycznych organizowanych przez czołowe podmioty rynku.

Tematyka zajęć obejmuje takie główne zagadnienia, jak: przywództwo, komunikacja, planowanie kariery, budowanie równowagi życiowej menedżerów. Poza zawodowym i osobistym doświadczeniem, fundamentem zajęć oraz procesów coachingowych są także własne oryginalne analizy rynkowe (przeprowadzone samodzielnie lub we współpracy z partnerami – SGH, PwC, White&Case), dot. postaw i zachowań menedżerów, ich samooceny, wypalenia zawodowego, sytuacji menedżerek w Polsce, pozycjonowania na rynku pracy. Były one także przedmiotem publikacji w Harvard Business Review Polska oraz Przeglądzie Corporate Governance. Jestem autorem szeregu artykułów w języku polskim i angielskim dołączonych do profilu LinkedIn. Płynnie posługuję się językiem angielskim i rosyjskim oraz mam silne podstawy niemieckiego.


Artykuł ukazał się w nr 1(19) luty-marzec 2019 czasopisma „Production Manager”.