Zarządzanie

Witaj w świecie InstaRynku

10 sierpnia 2018

Żyjemy w erze natychmiastowej komunikacji. Wydarzenia, informacje i wyzwania pojawiają się w ułamku sekund. Jako konsumenci zachowujemy się inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Jesteśmy z jednej strony bardziej zmienni, z drugiej – bardziej świadomi i wymagający. Nie dość, że bez przerwy wymieniamy się informacjami z innymi, to jeszcze oczekujemy tego samego od firm.

[emaillocker id=”1065″]

Oczekujemy ich większego zainteresowania i ich natychmiastowej reakcji. W czasie rzeczywistym mamy dostęp do naszych znajomych, wiadomości, sklepów i biur podróży, możemy również natychmiast zamówić transport, jedzenie, w zasadzie dowolną usługę i dowolny produkt. Nasze zamówienie będzie od razu przyjęte do realizacji i od razu dowiemy się, kiedy zostanie wykonane. Co więcej, w każdej chwili możemy sprawdzić na jakim etapie jest jego realizacja. To wygodne. Przyzwyczailiśmy się do takiego postępowania. Dziś również tego samego wymagamy od producentów. Nie interesuje nas, że proces produkcyjny jest skomplikowany i długotrwały. Nie interesuje nas, że abyśmy otrzymali wymarzone, skonfigurowane specjalnie dla nas, indywidualnie wykonane, niepowtarzalne krzesło – najpierw musi wyrosnąć, a następnie zostać pocięte, drzewo, drewno musi leżakować, a projektant musi je zaprojektować w myśl naszych wymagań zanim trafi na linię produkcyjną.

W pogoni za trendami

W obecnych czasach producenci żyją w świecie InstaProdukcji – ktoś zamieszcza w sieci ciekawą rzecz, ktoś ją ogląda i pyta wytwórcę jak szybko może ją mieć. Szybko, bo inaczej moda na nią przeminie i za chwilę ktoś inny wykreuje nowy przedmiot pożądania na jakimś portalu. Wydawać by się mogło, że trend ten nie dotyka producentów uważających siebie za poważnych przedstawicieli przemysłu, a dotyczy tylko wytwórców ubrań, kawy na wynos i popularnych gadgetów. Ale to nieprawda. W dzisiejszym świecie, gdzie w rzeczywistości wirtualnej wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki, klient oczekuje tego samego w świecie rzeczywistym. Prezentuje postawę – jeśli nie ty wytwórco mi to zrobisz, znajdę kogoś innego. Musimy zdawać sobie sprawę, że świat się skurczył – kiedyś przewiezienie rzeczy na przysłowiowy koniec świata zabierało miesiące – dziś trwa dni – firmy kurierskie dobrze odrobiły lekcje z globalnego przyspieszenia.

Uprzedzić pragnienia

Aby sprostać takim wymaganiom producenci próbują wyprzedzać, przewidzieć oczekiwania konsumentów i walczą o każde możliwe skrócenie czasu realizacji procesu, eliminację czasów międzyoperacyjnych oraz skrócenie czasów przestojów. Bez efektywnej interakcji pomiędzy maszynami i ludźmi nie jest to możliwe, zwłaszcza w warunkach dużej zmienności procesu. W robotyce i informatyce używa się pojęcia „zero downtime”. Oznacza ono taką pracę zasobów informatycznych i oprogramowania, w której żadna wprowadzana zmiana nie jest odczuwalna dla użytkownika. Użytkownik „nie widzi”, że zmiana jest wprowadzana, „nie widzi” zakłócenia. Tak naprawdę nie wie, że ono wystąpiło. Co raz częściej firmy podchodzą do zarządzania produkcją w podobny sposób. Menedżerowie produkcji nie chcą, aby zmiana wymagań klienta, awaria, konieczne przezbrojenie i inne zakłócenia były „odczuwalne” przez końcowych użytkowników systemu: klientów i właścicieli. Nie chcą również, żeby występująca zmienność miała wpływ na terminy realizacji zleceń i efektywność zasobów. Dzięki interakcji maszyna-maszyna i maszyna-człowiek można osiągnąć taki stan. Wiele istniejących już dziś narzędzi i rozwiązań z dziedziny Przemysłu 4.0 pomaga utrzymać efektywność mimo dużej zmienności.

Momentalne porozumienie

Co raz częściej produkcją zarządzają autonomiczne systemy decyzyjne, takie jak IPOsystem, które w oparciu o bieżące potrzeby mogą wydać polecenie dla zespołu (człowiek + maszyna), bez konieczności dodatkowego konfigurowania maszyny. W przypadku wystąpienia zakłóceń w procesie człowiek nie musi czekać na decyzję, tracić czasu na raportowanie, tylko od razu otrzyma skorygowaną instrukcję czy też polecenie pracy. Dostaje polecenie o wykonaniu jakiejś operacji, a wspomagający go robot/cobot „wie” o tym w tym samym momencie. W tym samym momencie o dokonanej zmianie będą „wiedziały” również wszystkie zasoby (maszyny i ludzie) biorące udział w procesie. Nawet w sytuacji, kiedy te są w innych fabrykach rozsianych na całym świecie. Dzięki temu można ponadto wprowadzać zmiany w konstrukcji i specyfikacji produktu niemal do ostatniej chwili, bez konieczności zatrzymywania procesu, awantur i ogromnego stresu. Zmiana dzieje się w tle, a użytkownik – w tym wypadku kadra menedżerska i operatorzy „nie widzą” zmiany.

Ręka na pulsie

Systemy sterujące produkcją (takim jak IPOsystem) umożliwiają nam stały dostęp do specyfikacji wykonanych produktów. Nie tylko projektu, ale również danych wykonawczych. Dzięki dostępowi do archiwalnych danych produkcyjnych, opartych o rzeczywiste wykonanie detalu, serwis może w czasie rzeczywistym korygować instrukcje serwisowe. Wiadomo, że w praktyce poszczególne wykonania tego samego wyrobu mogą się różnić, w fabryce proces mógł przebiegać inaczej, szczególnie przy krótkich seriach. Niby ten sam produkt może być wykonywany z „drobnymi zmianami”, czyli zostać „dopasowany” zgodnie z wymogami klienta. W praktyce utrudnia to serwis bo serwisant musi mieć dostęp do historii, konstrukcji, planów  etc. Poprzez interakcję z urządzeniami np. wirtualną czy też rozszerzoną rzeczywistość oraz dostęp do inteligentnego systemu produkcyjnego, w którym widać całą historię produkcji ze wszystkimi „smaczkami”, serwisant wie jak dane urządzenie zostało wykonane. Podobnie rzecz ma się z kontrolą jakości. Tego typu interfejsy pomagają mu właściwie wykonać zadania kontrolne. Kontroler za pomocą urządzeń rozszerzonej rzeczywistości może zobaczyć i porównać jak jest, a jak powinien być wykonany dany element. Poza tym dzięki czujnikom i Internetowi Rzeczy kontroler w czasie rzeczywistym wie, że wystąpiło zakłócenie, odchylenie od założonych optymalnych parametrów na jakimś etapie produkcji, sprawdza więc, czy może mieć to wpływ na jakość produkcji i zawczasu zapobiec spadkowi wydajności oraz wystąpieniu i pogłębieniu się braków, a w konsekwencji reklamacji czy też awarii. Internet Rzeczy dostarcza nam ogromnej ilości danych o procesie produkcji w czasie rzeczywistym. Przetworzenie ich na bieżąco i zamiana na decyzje operacyjne o momencie, rodzaju, pilności pracy do wykonania pozwala customizować produkcję bez wpływu na efektywność.  Zasoby (maszyny/ludzie) momentalnie otrzymują zoptymalizowane polecenie pracy.

Możliwości naddane

Zaawansowane interfejsy człowiek/maszyna pozwalają również na właściwe raportowanie i gromadzenie danych. Człowiek poprzez swoją ułomność percepcji (ale też i celowo) może dostarczyć niewłaściwe i nieprawdziwe informacje lub też przekazać je z opóźnieniem, co przy dużej zmienności produkcji dodatkowo zaburza proces produkcyjny. Dzięki omawianym interfejsom możemy się przed tym obronić. Nawet jeśli człowiek wykonuje czynności robocze – nie musi raportować. Wykona to za niego wyspecjalizowany cobot. Oczywiście niezwykle ważne jest mądre i rozważne planowanie. Jasno pokazuje nam to przykład dużego polskiego producenta taboru kolejowego – ilość zleceń znaczne przewyższyła jego możliwości wytwórcze. Obecnie na rynku pojawiają się sygnały o nierzetelności, nieterminowości, o wycofujących się kontrahentach. Pytanie, czy każda  firma w sytuacji tak dynamicznego rozwoju nie powinna inwestować w rozwiązania technologiczne pozwalające „rozciągnąć” możliwości produkcyjne bez ubytków w rzetelności i terminowości w realizacji zleceń? W kraju wciąż tak mało zautomatyzowanym jak Polska pole do wdrażania nowych rozwiązań jest ogromne. Właściciele firm z reguły mają wizję – potrzebują dobrych planistów i dobrych systemów umożliwiających wprowadzenie jej w życie.  Nie sztuką jest wziąć tyle zleceń ile przyjmie „papier”, w nadziei, że jakoś sobie poradzimy z ich realizacją. Przyjmując je trzeba od razu wiedzieć jak to zrobimy i czy nie lepiej byłoby z części zrezygnować – zarobimy trochę mniej, ale zachowamy opinię rzetelnego wykonawcy – bo dzisiejszy InstaRynek nie wybacza łatwo takich potknięć, a innego wykonawcę znajdzie się bez problemu.

W tej sytuacji interakcja maszyna-maszyna i maszyna-człowiek zyskuje na znaczeniu. Ma ogromny wpływ na efektywność procesu produkcyjnego. Jest wartościowa wtedy, kiedy zamienia się w informację, decyzję o pracy, zadaniu do wykonania, w optymalne zarządzanie zasobami. Przede wszystkim dobrze zaprojektowany system wspomagający produkcję pozwoli nam uniknąć sytuacji, w której klienci, rozczarowani naszymi niespełnionymi obietnicami, pójdą gdzieś indziej. Należy bowiem pamiętać, że w Nowym Wspaniałym Świecie wciąż obowiązuje stara zasada: „Jeden niezadowolony klient oznacza dziesięciu potencjalnych straconych klientów”.

[/emaillocker]